Wpisy z kategorii *Odbiegając od piłki nożnej*

Niegościnny Roland Garros

Roland Garros stał się dla Polaków trochę niegościnny. Odpadły obie nasze nadzieje na kortach w Paryżu - Łukasz Kubot i Agnieszka Radwańska. Tesista przegrał w III rundzie z Alejandro Fallą. Żal przegranej, bo w części drabinki Polaka nie było ani jednego tenisity rozstawionego! Kubot pokonał Nicolasa Almagro (ATP 11), Lukáš Rosol z kwitkiem odprawił Jürgena Melzera (ATP 8), a Florian Mayer (ATP 20) uległ Alejandro Falli. Tenisita rozstawiony czekał dopiero w ćwierćfinale, tam zwycięzca drabinki Kubota zmierzy się najprawdopodobniej z Andy Murrayem. Kibice oczekiwali trochę więcej, bo skoro nadarzyła się szansa, to czemu by jej nie wykorzystać, ale sam Łukasz mówi: “Uważam, że to był super turniej! Przeszedłem przez eliminacje, które są jak osobny turniej, a poziom w nich nie odbiega od tego, co można zobaczyć w turnieju głównym!” Cieszmy się więc razem z nim.

Niegościnny Roland Garros stał się także dla Isi. W meczu z Marią Szarapową polska tenisistka zrobiła Radwańską. Co to znaczy? Na pomoc idzie serwis zczuba.pl, wyjaśniając frazę: “W dużym skrócie - zacząć świetnie, mieć rywalkę na widelcu, potem zacząć popełniać coraz więcej błędów, potem obrazić się na rakietę, potem na kort, potem na cały świat, w końcu na instytucję gry w tenisa jako taką i przegrać mecz, który spokojnie można było wygrać.” I właśnie tak wyglądał mecz Isi z Rosjanką. W pierwszym secie Polka prowadziła 3:0, przełamała już Szarapową. Potem było jeszcze 4:1 oraz pierwszy, a zarazem jedyny as w tym meczu. Radwańska zachowała się beznadziejnie. Przegrała 3 gemy z rzędu, w następnym co prawda wygrała, ale ostatecznie Rosjanka doprowadziła do remisu 6:6, następnie wygrywając w tie-breaku.

Następny set to pokaz bardzo słabej odporności psychicznej Polki. Krakowianka weszła w set beznadziejnie, przegrała dwa pierwsze gemy zdobywając zaledwie jeden punkt. Od tego momentu mogła podobać się gra Radwańskiej, poza jednym elementem - serwisem, ale o nim później. Forhendy i backhandy prosto na linię, niekiedy dobre skróty. Z drugiej strony, Isia nie wygrałaby tylu punktów, gdyby nie sama Szarapowa. Popełniała niewymuszone błędy, myliła się dwukrotnie przy serwisach, trafiała w siatkę. Rosjanka prowadziła grę, krakowianka głównie się broniła i liczyła na błędy rywalki. Maria miała pewne problemy z trafianiem tam gdzie trzeba, więc Radwańska zaczęła regularnie ciułać punkciki, aż doszło do prowadzenia 5-3. Polka miała dwie piłki setowe. Obie zmarnowała, ale to akurat można jej wybaczyć, atomowo serwowała Szarapowa, obie piłki wygrała serwisem - asem oraz wyrzuceniem returnu Radwańskiej za kort. Następnego gema jednak sensownie wytłumaczyć nie mogę. Krakowianka miała trzy piłki setowe, prowadziła 40-0. Wszystkie zmarnowała. Jej rywalka zwietrzyła szansę, zdobyła w sumie cztery gemy z rzędu i odprawiła Polkę z kwitkiem.

Szanse były. Radwańska dotychczas kapitalnie spisywała się w Roland Garros. Szkoda tylko, że Maria również. Docenili to organizatorzy francuskiego turnieju, znacząc spotkanie Polki z Rosjanką jako “Match of the day” (Spotkanie dnia). Będąc dobrej myśli, wziąłem do ręki poniedziałkowy numer Przeglądu Sportowego i przeczytałem artykuł Batosza Gębicza - “Na drodze Isi stanie Kingsajz“. Zaskoczyły mnie porównania tenisitek, w serwisie miała mocniejsza być Isia. Bzdura! Wczoraj to właśnie przez serwis Radwańska poległa. Jej pierwsze podania były za lekkie, powolne, a o drugich to może lepiej nie wspomnę. Maria to skrzętnie wykorzystała, przy każdym złym serwisie returnowała kapitalnie. Krakowianka mogła się wtedy już tylko bronić. Scharapova średnio serwowała z prędkością 170 km/h. Ja osobiście zapamiętałem bajęczną wręcz prędkość serwisu Isi - 108 km/h. I jak tu z takim podaniem coś wygrywać?!

Przegrana Agnieszki wywołała w jej rodzinie małą kłótnie. Piekielnie ziirytował się Robert, jej ojciec i trener. Po meczu powiedział: “Mogła to wygrać 6:1, 6:3 jeśliby ktoś optymistycznie to policzył. Gdyby się nawet potknęła i przy 40:0 zagrała świnię i wygrałaby drugiego seta. Uważam, że Iśka źle gra pod presją i jest z tym coraz gorzej. Cóż potrzeby jest psychiatra, psycholog, oddział zamknięty i nie mówię o grupie rockowej. Agnieszka umie grać w tenisa, ale nie potrafi tego sprzedać. Nie mam dla niej dobrego słowa, żeby tak zapieprzyć mecz. Agnieszka grała przy setbolach zachowawczo, pasywnie, licząc na to, że tamta zepsuje. A nie chciała zepsuć. Ja mogę nauczyć ją forhendu, bekhendu, serwisu, ale ja jej głowy nie zmienię. Poddaję się.” Agnieszka z kolei narzeka, że nigdy nie dogodzi swojemu ojcu. Polka nie gra źle. Na kortach w Paryżu złapała wiatr w żagle, dobrze returnuje, ładnie zagrywa z forhandu, przestały też ją boleć plecy - tak mi się przynajmniej wydaje, przestała na nie pomstować. Ma jednak wciąż trochę za słabe uderzenie. Przede wszystkim jednak musi poprawić swoją psychikę oraz serwis, bo z takim daleko nie zajdzie. A przecież chcielibyśmy zobaczyć Radwańską na szczycię, prawda?

Czy dobrze, że “leć” zmieni się na “jedź”?

Jak zapewne wiecie, Adam Małysz zamienia narty na koła. Koła samochodu terenowego, szczególnie przystosowanego do jazdy… w rajdzie Dakar, co jest naszego Orła z Wisły marzeniem. No właśnie, czy możemy mówić tutaj o Orle? Małysz zmienia dyscyplinę, teraz jego pasją będą rajdy.

Czy to w takim razie koniec wszechobecnego płaczu, który ogarnął Polskę po odejściu Małysza? Hołd składało mu wielu blogerów, jak Rafał StecŁukasz Iwanek czy Damian Ślusarski, piszący, że to koniec w skokach wcale nie jest. Ośmielę się teraz, kiedy już wiem, że Adaś nie będzie siedział nadal w skokach, nie zgodzić. To jest koniec. Przecież nie oglądaliśmy zbiorowo skoków ze względu na ich fascynujące wydarzenia. Nie ślęczęlismy przed telewizorami, patrząc na nieziemskie jak na dany sport wyczyny. Polacy schodzili się na skocznie dla jednego skoku, dla tych kilkudziesięciu sekund, kiedy to mogliśmy się poczuć jak prawdziwi mistrzowie. W ciągu minionego dziesięciolecia Małysz był jedyną postacią, która potrafiła rozpalać ogień w sercach naszych rodaków, resztę - spektakularnie bądź nie - przegrywaliśmy. Udało nam się naprawdę zatriumfować co prawda dzięki złotemu medalowi olimpijskiemu Justyny Kowalczyk, ale jej hegemonii nie można porównywać z Małyszomanią. Małyszomanii, w której zabrakło właśnie tego krążka, jako jedynego - prócz medalu w lokach - zwycięstwa, którego Adasiowi nie dane było zasmakować. W takim razie czy teraz, kiedy to nie ma już naszego Króla nadal ludzie będą się zbierać przed telewizorami, by patrzeć na wyczyny Stocha bądź Byrta? Kiedyś nie miałem tych wątpliwości, sądziłem, że naszym rodakom ciężko będzie skończyć z tym, czym emocjowali się przez dziesięciolecie. Wtedy jednak, nie wiedziałem, że Małysz zostanie rajdowcem. Spodziewałem się, że to tylko plotka po prostu powiększona przez media. Teraz wiem, że to prawda - i mam wątpliwości.

Zacytuję tutaj słowa Włodzimierza Szaranowicza, kiedy to wzruszył się po mistrzostwach w Oslo. “Było pięknie, ale się skończyło. Małyszomanii już nigdy nie będzie.” oraz “Fenomen socjologiczny, co tydzień siadaliśmy przed telewizorami jak do telenoweli. Ileż to rzeczy w naszym życiu można było mu przypisać [...]“. No właśnie, jak do telenoweli. A jak będzie telenowela wyglądała, gdy główny aktor, tak dobry, że dla niego ta widownia to wszystko oglądała, zerwie z firmą umowę i przeniesie się do innej? Czy wtedy fani telenoweli nie porzucą oglądania tego programu i nie przeniosą się na ten serial, gdzie będzie grał uwielbiany aktor? Nie interesuję się telewizją, może taki przypadek kiedyś był. Ja najpewniej właśnie bym tak zrobił…

Z drugiej strony, żal zostawiać tej ekipy. Żal zostawiać Szaranowicza, który potrafił naprawdę wzruszyć publikę. Żal Stocha, który będzie się starał głównego aktorzyzne zastąpić. Żal też Byrta i tych wszystkich młodych chłopaków, którzy zaczęli skakać, właśnie dla naszego mistrza. Jednak chęć znowu zobaczenia Małysza w dyscyplinie, patrzenie na tą jego radość, kiedy robi to, co lubi. On nie mógł zostać w domu, nawet tego za bardzo się nie spodziewałem. Kto w ogóle sobie to wyobrażał? Ten skromny skoczek, zawsze będący daleko od spraw przyziemnych, koncentrujący się tylko na sporcie człowiek miałby zostać celebrytą? Na szczęście został w spocie, tylko w innej dyscyplinie.

Małysz zapowiadał, że dzięki tym młodym chłopakom skaczącym na skoczniach w Polsce, dyscyplina uprawiana przez niego nie upadnie. Mówił, że na zawody będzie przyjeżdżać tylko w roli kibica. Tylko jak ma to robić, jeśli w trakcie zawodów w Zakopanem będzie w trakcie Rajdu Dakar? Nawet jeśli rajd skończy się przed zawodami, to Małysz będzie piekielnie wyczerpany po tak ogromnym wysiłku. Może nawet nie przyjść, co by całkowicie zakończyło zainteresowanie skokami w Polsce. Inna sprawa, że to kolejna różnica. Dotychczas Adaś marzł na mrozie, teraz będzie grzał się na słońcu. Myślę, że teraz ogromna rzesza ludzi będzie się pasjonować rajdami, nawet jeśli Małysz nie będzie odnosił w nim sukcesów. Inna sprawa, że rajdy mogą być trochę bardziej interesujące niż skoki. W końcu nie będziemy patrzeć na migawki, ale ciągle na jazdę naszego ulubieńca. Małysz mówi, że nie chce wygrać rajdu, ale po prostu dojechać do mety, że to będzie i tak jego wielkie zwycięstwo. A ja w to i tak nie wierzę. Adaś, który nie walczy o zwycięstwo? Niemożliwe.

A wy jak myślicie? To dobrze, że nasz orzeł z Wisły zmienił dyscyplnię?

Kto zatrzyma Djokovica?

Aktualnie najlepszym tenisistą świata jest Novak Djokovic. Serb jest w tym sezonie niepokonany, zdobył min. prestiżowe trofeum - Australian Open.

Tenisista pewnie kroczy po 2 pozycję w rankingu najdłużej niepokonanych. Ostatni raz poległ w listopadzie z… Rogerem Federem, którego Serb zdążył już zepchnąć już z pozycji numer dwa na liście ATP. Przypominam sobie wypowiedź Szwajcara, który zapowiadał, że chcę wrócić na pozycję lidera, bo brakuje mu dwóch tygodni, aby pobić rekord w długości prowadzenia w ATP. Rekordu, no właśnie, który już to? Roger już od 2001. roku regularnie śróbuje poszczególne najlepsze wyniki regularnie. Jego lista rekordów wygląda najlepiej ze wszystkich aktywnych tenistów. Federer jest celebrytą rodem Seleny Williams, chociaż 29-letni Szwajcar jeszcze kariery nie skończył (w powrót Seleny nie wierzę).

Na tle Federera dużo gorzej prezentuje się Djokovic, choć i jemu zdarzają się wybryki gwiazdorskie - występował w teledysku, potrafi też rozśmieszać ludzi śmiesznymi przebraniami i fryzurami. Jeśli jednak Serb gdzieś błyszczy, to raczej na korcie. Ma kapitalną serię 26. meczów bez porażki, ostatnio w finale ATP w Miami pokonał nie byle kogo, bo samego Rafaela Nadala. Przypomnę - nie jest to pierwszy triumf Serba nad numerem jeden w ATP. Wcześniej pokonał go - również w finale - w Indian Wells. Bardziej wyrównany stał się drugi pojedynek, a Nadal miał realne szansę na wygraną, zepsuł jednak tie-breka. Sam Hiszpan twierdzi, że Novak przegoni go już w lato w ranikingu ATP, jeśli nadal będzie prezentował taką samą formę jak w pierwszych czterech miesiącach bieżącego roku. Czy ma szansę zdetronizować Ivana Lendla (25 kolejnych zwycięstw w jednym sezonie)? Co do drugiego pytania, bo pozwolę sobie na nie odpowiedzieć, to niepobicie tego rekordu byłoby ewenementem - w następnym turnieju Djokovic będzie rozstawiony, najpewniej trafi na słabego rywala. A czy uda mu się zostać numerem jeden na dłużej i zdetronizować rekordy Federera? Wątpie. Nie zapominajmy jednak, że Serb jest jeszcze całkiem młody, ma dopiero 23 lata.

Oceń także tu: http://kwestor.blox.pl/html

Co za weekend…

Ze względu na moją chorobę postanowiłem spędzić weekend nietypowo dla mnie - przed telewizorem. Postaram się więc opisać te wszystkie wydarzenia, relacje i mecze, które widziałem.

Federer za słaby, Djokovic znów górą.

Roger Federer ponownie nie sprostał Serbowi. Źle wytypowałem zwycięzce, ponieważ w poprzednim wpisie zdecydowanie stawiałem na Szwajcara. Cóż, mam niezbity dowód, że Federer nie umie się odbudować psychicznie. Co ciekawe, na 15 meczów Szwajcara dwa razy zaliczył klęskę. Dwa razy z Djokovicem.

Grosicki z hat-trickiem, Głowacki uratował remis.

Jak zapewne niektórzy wiedzą nie lubię Grosika. Nie podoba mi się jego styl gry, męczy mnie jego sposób biegania po boisku, nienawidzę jego gry reprezentacyjnej. Ale za to co robi w Turcji należy mu się szacunek. Nie wiem, ile już strzelił goli, wydaje mi się że pięć. A w tym meczu walnął trzy. Najpierw z karnego, którego sam wywalczył, potem z pierwszej piłki po dośrodkowaniu, a następnie po kapitalnym podaniu kolegi i oszukaniu bramkarza. Z kolei Arek Głowacki w 88. minucie meczu strzałem głową uratował remis swojemu klubowi.

Gole Grosika:  http://www.youtube.com/watch?v=uGQLFPGJWdw

Gol Głowackiego: http://www.youtube.com/watch?v=F8KKZAb2Cw&feature=player_embedded

Ja jestem fair-play, a ty?

W 24. kolejce Bundesligi wszyscy skupili się na jednym meczu. Na szlagierze (prawie) pewnego mistrza z aktualnym mistrzem kraju. Borussi z Bayernem. Ja usiadłem przed telewizorem chwilę wcześniej, żeby obejrzeć mecz Hannover 96 - Fc ST. Pauli. O mało co nie zasnąłem. Na szczęscie włączyłem dopiero w drugiej połowie, w której i tak nic się nie działo! Strat było tysiące, jeśli nie więcej, a każdy z tych zawodników nie potrafił wymienić jednego dokładnego podania! Szczególnie górą, gdzie posyłanych było mnóstwo piłek. Nie oglądałem tego meczu sam, więc założyłem się z kolegą, że w naszej ekstraklasie będzie jakiś lepszy, ciekawszy mecz. I popełniłem błąd, ale o tym trochę dalej. Na tym tle wyróżniał się Gerald Asamoah, przynajmniej do pewnego czasu. W końcówce meczu zawędrował pod bramkę Hannoveru, co było gigantycznym sukcesem jak na ten mecz. Kopnął piłkę na rzut rożny, ale Sergio Pinto podszedł do sędziego, żeby ten zapytał się Asamoahy, kto ostatni dotykał piłkę. Piłkarz St. Pauli uczciwie przyznał, że on. Po wybiciu bramkarza faulował jeden z graczy gospodarzy. Do piłki podszedł Sergio Pinto, który uderzył dobrze, ale bramkarz był na posterunku i wybił na corner. Z niego również dośrodkowywał Sergio Pinto, wprost na głowę Schultza. Z tego padła bramka. Tylko i wyłącznie dlatego, że Asamoah jest uczciwy…

Bezbramkowy holenderski hit.

W niedzielę postanowiłem włączyć Polsat Futbol… i natknąłem się na ten mecz. Na szczęscie nie było to spotkanie pokroju Hannoveru z St. Pauli, choć padło tu jeszcze mniej bramek. Ajax starł się z PSV! Dwa największe kluby holenderskie, które razem z Feynordem tworzą wielką trójkę! Oczekiwania były duże, tym bardziej, że w poprzednim starciu padł remis. Również bezbramkowy. Kibice zapamiętali ten mecz ze względu na “wampiryzm” Luisa Suareza, którego nie ma już w Amsterdamie. Równie osłabiony zostało PSV, które na rzecz Barcelony straciło Afellay’a. Mecz stał na wysokim poziomie, z dużą liczbą akcji, strzałów i kapitalnych interwencji bramkarskich. W pamięć zapadła mi obrona Stekelenburga, który najpierw wybił przed siebie strzał Dzsudzsaka. Mimo przewagi PSV nie udało im się strzelić gola. Całkiem miła odmiana meczu po wczorajszym… tego nawet spotkaniem nazwać nie można.

Wystartowała nudna wiosna. Przynajmniej teraz.

Tak jak pisałem, założyłem się z kolegą, że Ekstraklasa trzyma poziom i zdarzają się dobre mecze. Zdarzył się jeden, z większą liczbą goli niż 2. I to w dodatku piątkowy! Większość spotkań była nudna, bzdurna, bez sytuacji z pechem i brakiem skuteczności. Prawie wszystkie mecze skończyły się remisem, a piłkarze nie mogli wysilić się na dobre obie połowy. Albo dobra była jedna, albo żadna. Tragedia.

Oceń także tu: http://kwestor.blox.pl

No to mamy finał…

Na to czekałem! Finał turnieju ATP w Dubaju zakończy emocjonujący pojedynek Federer - Djokovic. Pojedynek dwóch tenisistów traktowany jest za rewanż w półfinale Australian Open, gdzie Serb wyeliminował Szwajcara. Teoretycznie w lepszej dyspozycji jest broniący tytułu Djokovic, który wygrał turnieje w Dubaju w 2009 i 2010 roku, a niedawno triumfował w wielkoszlemowym Austrialian Open. Mimo wszystko w rankingu wyżej planosowany jest Szwajcar, który wrócił na pozycję lidera światowego rankingu.

Pod nieobecność Rafaela Nadala obaj panowie, jako numer 1 i 2 w światowym rankingu, zostali rozdzieleni, by móc spotkać się dopiero w finale. I ku mojej uciesze tak się stało. Obaj tenisiści dotarli do finału, choć w dużo lepszym stylu zrobił to Szwajcar. Federer bez problemu pokonywał rywali, nie oddając ani jednego seta w żadnym meczu, a to, co wyprawiał z Ukraińcem Stahowskym w ćwierćfinale robi duże wrażenie. Jego problemy zaczęły się dopiero w drugim secie meczu półfinałowego z Francuzem, Gasquetem, gdzie przegrywał 3:5, ale ostatecznie tego seta też wygrał. 7:5. Ktoś mógłby zauważyć, że pierwsza rakieta świata miała łatwą drogę do finału. To prawda, ale to również działa na korzyść Federera. Będzie świeższy niż Djokovic, który miał spore problemy zarówno w półfinale z Tomaszem Berdychem (Czechy) jak i z Feliciano Lopezem (Hiszpania) w drugiej rundzie.

Tenisiści mierzyli się ze sobą 20 razy. Aż 13 razy wygrał Federer, 7 razy Serb. Kto tym razem będzie górą? Stawiam na Szwajcara, ale Djokovic już wiele razy pokazywał, że jest mocny. Pewien jestem tylko jednego. Po pojedynku podadzą sobie ręcę, ale wygra tylko jeden.

Oceń także tu: http://kwestor.blox.pl/html

Polscy krezusi w sporcie

Wszedłem na serwis sportowy, po najnowsze wieści. Na stronie głównej widnieje news: “Najlepiej zarabiający polscy sportowcy”. A co mi tam, wszedłem. I… się załamałem. Nie chodzi mi tutaj o Kubicę, Gortata czy Jankowskiego, bo pewnie na te pieniądze zasługują. Chodzi mi o piłkarzy. Piłkarzy, których kilku tam być nie powinno.

Zacznę od tego, że pierwszym sportowcem, który występuje w Polsce jest 10. Tomasz Gollob, a pierwszym piłkarzem - Ebi Smolarek (16.) Kto otwiera listę piłkarzy? Ano Tomasz Kuszczak. Tak, ten Tomasz Kuszczak, który bagatela, pięć razy zapowiadał odejście z MU. Za każdym razem mówił, że chce być podstawowym bramkarzem, a w MU nie widzi takiej szansy. Straszył, straszył… ale Fergusona nie przestraszył. Nie wiem co chciał tym wywalczyć, może podwyżkę, może natychmiastowe bycie numerem jeden. Coś nie wyszło ani to, ani to. Czekamy więc na koniec kariery Van der Sara (to jego ostatni sezon) i regularną grę, a nie dostawanie 10 mln złotych za siedzenie na ławce.

Trochę inaczej jest z Jerzym Dudkiem. Jest to również bramkarz rezerwowy, mający za rywala genialnego piłkarza (Casilias), ale Dudek to piłkarz wiekowy. Zarabia 6 mln rocznie grając kilka meczów na sezon. Sam zapowiada, że jedyne co go zatrzymało w Realu to możliwość podglądania The Special One i przygotowywania się do pomagania kadrze.

Trochę odbiegnę od tematu piłki nożnej, by przejść do kolejnej niesprawiedliwości. Justyna Kowalczyk, mistrzyni olimpijska, nasza królowa zimy zarabia… 4,2 mln złotych. Niewiele więcej inkasuje Adam Małysz, którego sukcesów nie trzeba wymieniać. 10 rakieta świata, Agnieszka Radwańska dostała w 2010 roku 3,7 mln złotych. Tymczasem Artur Wichniarek najpierw grając w Niemczech w lato, przyszedł do Poznania, nie zagrał prawie nic, rozwiązał kontrakt i dostał sporą sumę zainkasował 4 mln złotych za rok. Niesprawiedliwość? Oczywiście!

Lista 20 najlepiej zarabiających sportowców w Polsce:

sportowiec

dyscyplina

roczne zarobki*

1. Robert Kubica

Formuła 1

25 mln

2. Marcin Gortat

koszykówka

17,5 mln

3. Sebastian Janikowski

futbol amerykański

12 mln

4. Tomasz Kuszczak

piłka nożna

10 mln

5. Ireneusz Jeleń

piłka nożna

9,6 mln

6. Jakub Błaszczykowski

piłka nożna

7,2 mln

7. Artur Boruc

piłka nożna

6,4 mln

8. Łukasz Fabiański

piłka nożna

6,2 mln

9. Jerzy Dudek

piłka nożna

6 mln

10. Tomasz Gollob

żużel

5,9 mln

11. Mariusz Lewandowski

piłka nożna

5,6 mln

12. Adam Małysz

skoki narciarskie

4,8 mln

13. Justyna Kowalczyk

biegi narciarskie

4,2 mln

14. Albert Sosnowski

boks

4 mln

15. Sebastian Boenisch

piłka nożna

4 mln

16. Ebi Smolarek

piłka nożna

4 mln

17. Ludovic Obraniak

piłka nożna

4 mln

18. Artur Wichniarek

piłka nożna

4 mln

19. Michał Żewłakow

piłka nożna

4 mln

20. Agnieszka Radwańska

tenis

3,7 mln

Oceń także tu: http://kwestor.blox.pl


Polecamy



Diablo 3

FIFA 13

Wyszukaj w blogu

RSS


maj 2012
P W Ś C P S N
« marca    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031